Strona główna arrow Świadectwa arrow Świadectwo Józka
Świadectwo Józka PDF Drukuj Email

BYŁEM BRAMKARZEM

Rudno - to mała wioska niedaleko Świętna koło Wolsztyna, gdzie przyszedłem na świat i wychowywałem się z czwórką rodzeństwa w patologicznej rodzinie terroryzowanej przez ojca alkoholika. Żyliśmy w ciągłym strachu, każdy powrót pijanego ojca do domu niósł ze sobą nieobliczalne skutki dla nas dzieci i naszej mamy. Chodząc w niedziele na msze do kościoła już jako mały chłopiec zastanawiałem się nad tym, dlaczego my musimy tak cierpieć, a sąsiedzi biernie przyglądają się naszej poniewierce.

Zdarzało się, że zimą w nocy zrywani ze snu uciekaliśmy na boso z domu przed szalejącym ojcem. Wyczekiwaliśmy na zimnie oczekując chwili, kiedy się uspokoi i zaśnie, a wtedy mogliśmy powrócić. Sąsiedzi, gdy takie sytuacje następowały w czasie mocnych mrozów, dawali nam czasami schronienie w oborach i chlewach razem ze zwierzętami. Ciągle na wszystko brakowało w domu pieniędzy. Nie było ich na zeszyty i książki więc z tego powodu wstydząc się rówieśników nie przychodziłem na lekcje. Mając 14 lat uciekłem z domu do wujka do innej wsi, któremu jednak nie zależało, aby wyprowadzić mnie na ludzi, ale zobaczył, że dając mi schronienie zyskuje tanią siłę roboczą. Ani razu nie zapytał, czy chciałbym dalej uczyć się w szkole. Słyszałem jak ludzie mówili o mnie "z niego to nic dobrego nie wyrośnie, a może się okaże, że będzie jeszcze gorszy niż jego ojciec".

Mając 15 lat byłem nękany myślami samobójczymi i miałem już dość życia w stresie, strachu i sąsiedzkiej pogardzie. Zdecydowałem więc, że skoro jestem praktykującym katolikiem pójdę po poradę i pomoc do księdza, jednak ten wyraźnie mnie zignorował nie przyjmując na rozmowę, w drzwiach powiedział tylko "Bóg ci pomoże" i tak mnie zbył. Krótko po tym fakcie spotkałem kierownika prowadzącego prace melioracyjne. Ten znając moją sytuację zaproponował mi pracę w melioracji. Pracując zaczęły ożywać we mnie wcześniejsze marzenia o wyrwaniu się z tych dołów społecznych i zostaniu kimś, kogo będą ludzie szanować.

W 1988 roku zginął tragicznie mój ojciec, idąc pijany drogą został przejechany przez samochód. Po wypłacie poszedłem na dyskotekę, na której doszło do dużej bijatyki, w której miałem swój udział. Wtedy dostrzegł mnie szef dyskoteki i zaproponował mi pracę "bramkarza". Pomyślałem, że to jest właśnie moja życiowa szansa, a moją dewizą będzie bronić słabszych. Pracując ciężko na rowach nabierałem tężyzny fizycznej, dodatkowo też ćwiczyłem m.in. boks. Dumny z tego, że mam pracę i swoje pieniądze nie zauważyłem zagrożenia ze strony sporej grupy pojawiających się kumpli, którzy nalegali, abym wpuszczał ich na dyskotekę za darmo, za co oni rewanżowali mi się "kielichem". To, że byłem ostry w bójce zauważyli spece od robienia interesów i za grosze wynajmowali mnie do ściągania długów. Rosłem w pychę, bo miałem świadomość, że teraz wielu musi się naprawdę ze mną liczyć. Z czasem na dyskotekach zaczęli pojawiać się "goście" z nowymi propozycjami i możliwościami zarabiania większych pieniędzy. Byli to ludzie, którzy brali różne prochy. Pod wpływem alkoholu często gubiłem się w swoich kompetencjach i zamiast bronić słabych, coraz częściej biłem właśnie ich.

W 1989 roku dostałem propozycję pracy "bramkarza" w sławnej w Wolsztynie na owe czasy restauracji "Kaukaska". Uznałem tę propozycję za wielki awans społeczny. Tu na jednej z pierwszych dyskotek poznałem pewną dziewczynę i jej przyjaciół; serce mi wtedy mówiło, że to jest właśnie ta dziewczyna, z którą chciałbym przeżyć moje życie. Zaczęły mną targać wątpliwości, gdy dowiedziałem się, że jest licealistką i pochodzi z tzw. dobrego domu. W jej paczce był Radek, z którym się zapoznałem; ten chłopak naprawdę lubił imprezować, był to jak to się mówi "swój chłop". Na jednym ze spotkań Radek oznajmił towarzystwu, że się nawrócił, uznając swoją grzeszność przed Bogiem i powierzył swoje życie Jezusowi. Powiedział nam wprost, że też jesteśmy grzesznikami i potrzebujemy zmian w swoim życiu. Wyśmiałem go wtedy i wyszedłem, miałem jednak świadomość, że straciłem fajnego kompana. Stałem się wtedy bardzo nerwowy, impulsywny, po prostu arogancko szalony w swoich reakcjach na zewnętrzne bodźce. Gdy widziałem na ulicy szarpiących się kolesiów już tam byłem i angażowałem się w bijatykę, w której często dostawali obaj. Lubiłem zadymy, bo w nich odreagowywałem na dołujące mnie problemy. Czasami znajdowałem się w okolicznościach bardzo niebezpiecznych, w których grożono mi bronią. Nie robiło na mnie większego wrażenia, obojętne było mi wtedy, czy będę żył czy też będę musiał zginąć. Wkrótce dowiedziałem się, że sugestiom Radka uległo kilka osób, a wśród nich i moja dziewczyna, która zaczęła robić mi wykłady z moralności. Szalałem, przeklinałem, wdawałem się w kolejne bójki, przebywałem w towarzystwie pijących chłopaków i dziewczyn i sam też coraz więcej piłem.

W roku 1993 moja dziewczyna w bardzo zdecydowany sposób oznajmiła mi, że albo pójdę na radykalne zmiany w moim życiu, albo w przeciwnym razie będziemy się musieli definitywnie rozstać. Powiedziała mi to tak stanowczo, że aż mną zatrzęsło. W tym samym jeszcze roku otrzymałem ofertę wyjazdu do Niemiec, aby w szybkim czasie zarobić duże pieniądze okradając jubiler&ów. Propozycję tę przekazał mi podekscytowany mój kolega z pracy (drugi "bramkarz"). Przez chwilę się zastanawiałem, jednak odpowiedziałem mu, że nie pojadę i jemu też odradziłem, bo czułem, że mogą być problemy. Nawymyślał mi wtedy od głupców, że niczego się w życiu nie dorobię, jeżeli będę tylko sterczał na dyskotece. Po 10 dniach po akcji został aresztowany i dostał 10 lat. Stracił rodzinę i cały swój majątek, odsiadywał wyrok w niemieckim więzieniu.

Pod koniec 1993 roku pojechałem do swojej dziewczyny, jednak pokłóciłem się z nią i przygnębiony wracałem do domu. Z Wolsztyna dojechałem autobusem do Świętna, a dalej do Rudna szedłem pieszo przez las. Czułem się fatalnie, byłem napełniony goryczą, gdyż sprawy nie układały się dobrze, przygniatał mnie jakiś ogromny ciężar i nagle ożyły we mnie słowa Radka, który powiedział: "jeżeli będzie ci kiedyś w życiu bardzo ciężko to zawołaj - Jezu pomóż, zmień mnie, bo ja już tak dalej nie mogę". Porozglądałem się wokół siebie, czy nikt mnie nie widzi i nie słyszy, i wtedy tak właśnie zawołałem. Nagle atmosfera przybicia ustąpiła - niesamowite pomyślałem - Radek miał rację, to działa. Ciężar ustąpił, ale pojawiła się na okrągło pulsująca myśl: "co zrobisz jak umrzesz?". Kiedy wszedłem do domu mama zauważyła, że coś się ze mną dzieje, bo zapytała, czy czasem nie jestem chory. Do końca dnia rozmyślałem nad tym, co mi się zdarzyło.

Na drugi dzień pojechałem do Wolsztyna i opowiedziałem Izabeli, tj. mojej dziewczynie, co uczyniłem i co się ze mną dzieje. Przeprosiłem ją za wszystkie przykrości, a ona wtedy powiedziała mi, że są ludzie, którzy się o mnie modlą. W drodze powrotnej do Rudna znowu jak bumerang powracały myśli: "co zrobisz jak umrzesz?". Porozglądałem się wokół siebie, upewniając się, że nikt mnie nie widzi i nie słyszy i za wcześniejszą sugestią Radka zawołałem: "Boże zrób coś, bo ja już tak dłużej nie mogę!". W domu mama znowu zapytała o mój stan zdrowia, bo musiałem dziwnie wyglądać.

Wieczorem udałem się do pracy w dyskotece. Do północy przeżywałem koszmar powtarzających się myśli: "co zrobisz jak umrzesz?". Głośna muzyka i krzyki bawiących się i do tego te myśli, to było nie do zniesienia. O północy zawołałem: "Jezu weź moje życie i zmień je, ja już tak dłużej nie mogę i nie chcę!". Nagle coś "pękło", wiedziałem, że mam świadomość bliskości Pana Boga, gdyż zewsząd otoczyły mnie fale nieznanej mi dotąd miłości. Kolega patrzył na mnie dziwnym wzrokiem, co się ze mną dzieje. Po chwili powiedziałem do niego: "wiesz, ja przed chwilą nawróciłem się do Boga i ty też powinieneś to uczynić, a on na to: "tobie już całkiem odbiło, pakuj się i spadaj do domu". Przyszło do mnie niesamowite objawienie poznania ludzkiego grzechu, gdyż zacząłem innym też mówić, że muszą się nawrócić. Pojechałem do Izabeli i opowiedziałem jej moje przeżycia. Potwierdziła ich autentyczność radując się z tego, co mogłem przeżyć. Zaczął się proces gruntownych przemian w moim sposobie funkcjonowania. Odkryłem, że Jezus Chrystus umarł za mnie i zmartwychwstał dla mnie, i jest moim Zbawicielem i najlepszym przyjacielem. 

Dzisiaj mogę stwierdzić jak wspaniałe rzeczy ofiarował mi Bóg i porównać to z tym, czego doświadczyłem kiedyś, co zaproponował mi szatan.
Dziękuje Bogu za ogromną łaskę, jaką mi dał, za Jego syna Jezusa Chrystusa, który umarł za mnie, abym mógł być szczęśliwy i żył wiecznie z Nim. Alleluja !!!

 Od tamtego czasu poznałem wielu wspaniałych ludzi. Zalegalizowaliśmy nasz związek z Izą, która jest teraz moją wspaniałą żoną. Mam bardzo dobrych teściów. Wychowujemy wspólnie Mateusza, syna mojej siostry, która niedawno zmarła. Obecnie ma już 18 lat, gdy go wzięliśmy do siebie miał dopiero 8. Oczekujemy też z wiarą na nasze potomstwo.

Teraz wiem, że moje życie ma głęboki sens, sprawdziły się też wypowiedziane kiedyś słowa księdza: "Bóg ci pomoże". I tak jest w rzeczywistości, to On mi pomógł, nadal pomaga i będzie pomagał dalej. Spełniło się moje marzenie - zrobiłem zawodowe prawo jazdy. Pracuję obecnie jako kierowca autobusu w prywatnej firmie. Mój szef, widząc moją uczciwość w rozliczaniu się z zarobionych pieniędzy za sprzedane bilety, regularnie podwyższa mi pensję.

Od 2003 roku jestem gedeonitą należącym do głogowskiego oddziału MSG w Polsce. Polacy powinni mieć swobodny dostęp do najlepszego poradnika na życie ziemskie i wieczne, taka jest wola mojego Pana i dlatego jestem w tej służbie. Pragnę być narzędziem w rękach mego Zbawcy, pomnażać i poszerzać Jego wspaniałe Królestwo.

Szczęśliwy mąż i ojciec - Józef Surwiło